NOWA WIZJA MOTORYZACJI

Chcemy sprawiedliwego traktowania, eliminacji absurdów
drogowych i nowoczesnej motoryzacji.


Okiem Włodzimierza Zientarskiego

Ten jest na prąd...

Przypominam sobie pewną sytuację, którą zaobserwowałem jako młody człowiek dojeżdżając pociągiem elektrycznym z Ożarowa do Warszawy. Były to czasy totalnego  bezhołowia w podróży pociągami i tramwajami. Modne było jeżdżenie na tzw. winogrono, czyli na zewnątrz z tramwaju, albo na tzw. cycku, czyli na zderzaku. W pociągach elektrycznych można było otworzyć sobie drzwi i koić się w porywach wiatru. Kiedyś do mającego ruszyć za chwilę pociągu podbiegła starsza pani pytając wyrostka trzymającego nogą drzwi by się nie zamknęły:

Przed majowym weekendem

Wszystko wskazuje na to, że musimy się pozabijać. Nie wszyscy na świecie, ale my, tu - w Polsce. 

Nie dajmy się zwariować

Kierowcy całego świata – łączcie się! A kierowcy Polski szczególnie. Przez cały czas wmawiają nam jakimi to trucicielami jesteśmy. Może nie my, ale nasze samochody. Cała moralna odpowiedzialność za smog, za brudne powietrze w miastach, spada na motoryzację. Najłatwiej jest bić w nas, bo jesteśmy konkretni. Widać nas na drodze, widać dym wylatujący z rury naszego auta. Chociaż jest nas wielu, jesteśmy milczącą masą, a jeśli nawet ktoś odzywa się w naszej obronie, to jest zakrzyczany przez mocne lobby prawdziwych trucicieli powietrza. Czy wiecie, że ok.

Zaczynamy się łączyć

Czy wreszcie jest szansa na to, żeby wszyscy zmotoryzowani w Polsce byli jedną rodziną? Czy jest szansa na to, żeby w sposób zorganizowany powiedzieć władzy, co naprawdę myślimy? Wtedy gdy jesteśmy obciążani kolejnymi finansowymi dolegliwościami jak wzrost akcyzy, OC i inne tego typu. Czy jesteśmy w stanie się zjednoczyć i powiedzieć "nie"? Nie chodzi zresztą o twarde i egoistyczne "nie". Chodzi o to, aby także powiedzieć władzy jak my to widzimy.

Ku pamięci

Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, czy wystarczy pieniędzy na 500+, 4 tysiące za niepełnosprawne urodzone dziecko, cały czas Smoleńsk odmieniany przez wszystkie przypadki, ci z lewej walą w tych z prawej i odwrotnie – tak wygląda we fragmencie pole bitwy w Polsce. To są czołówki gazet, internetu, telewizji. A czy pamiętacie drodzy koledzy dziennikarze, że każdego dnia na drogach giną ludzie? Dlaczego nie przypominacie o tym politykom? Codziennie i uporczywie. Wiecie dlaczego?

Refleksja po Wszystkich Świętych

38 osób odeszło od nas w świąteczny weekend na zawsze. Kilkaset zostało rannych, wielu z nich może nie wrócić nigdy do normalnego życia, bo będą kalekami. Każda z tych osób ma swój krąg rodziny i przyjaciół. Każda gdzieś pracowała, utrzymywała najbliższych i w rezultacie zasilała swoim działaniem ojczysty budżet. Każda z tych osób miała wreszcie swój intymny, mały świat. Te ich małe światy łączyły się z innymi  światami ludzi najbliższych, tworząc małe ojczyzny wspólnego życia. Po minionych świętach to wszystko pękło. W większości przypadków nie będzie do odbudowania.

List otwarty do Ministra Infrastruktury Pana Andrzeja Adamczyka

 

Szanowny Panie Ministrze,

„Piszę do Pana bo mi żal… – normalnie żal, przykra sprawa- jakby nie było. Więc proszę Pana…” – tak śpiewał kiedyś Wojciech Młynarski, i tak chciałbym zaśpiewać do Pana, gdybym miał taki talent jak nasz słynny satyryk. Proszę więc, żeby popatrzył Pan przychylnym okiem nas wszystkich, którzy poruszają się po polskich drogach, ale tak całościowo i odrobinę uczuciowo.

Romantyk czy realista?

Trudno mi dziś jednoznacznie ocenić pomysł wicepremiera Morawieckiego związany z samochodami elektrycznymi. Z jednej strony bardzo mi się podoba i jestem jego wielkim entuzjastą. Dlaczego? Bo kocham poezję, wielkie porywy romantyków; bo przecież oni często tworzyli wizje, które nawet zdarzało się realizować. Z drugiej więc strony boją się tej wizji. Bo przecież nie wszyscy są romantykami, a twardo chodzą po ziemi. Dla nich liczą się tylko chłodne fakty i technologia, którą rozumieją i mogą niemalże wziąć do ręki. Ci nie docenią pomysłu wicepremiera.

Rzeczpospolita Akcyjna

Dlaczego, do jasnej cholery, trzeba używać mocnych słów, żeby w Polsce uzyskać racjonalną ciągłość od przewidywania przez realizację, aż do wizji przyszłości? U nas taki proces jest niemożliwy. W świecie motoryzacyjnym działamy nie planowo, a emocjonalnie. Jak się zdarzy tragiczny wypadek jak w Kamieniu Pomorskim, to nawet Premier staje przed kamerami i wyznacza kierunek rozwoju. Zawsze trzeba nam jakiejś katastrofy, żeby nagle naród się jednoczył, oburzał i przystępował do działania.

Po meczu Legii

Wysoka przegrana Legii nie boli, ponieważ jest to kolejna nauka w walce z dużym przeciwnikiem. A co boli? Boli zachowanie polskich kibiców.